Marcowo.

Przecieramy zaklejone po zimie oczy i pleciemy marteniczki. Deszcz sobie kapie, grywamy w Warhammera i Neuroshimę, nadal mam lęk wysokości i wieczną ochotę na jeszcze jedną kawę. Chciałoby się reaktywować komiks, ale nie na tyle, żeby zabrać się za to na poważnie. Jest męcząco lub bardzo pięknie. Nic nowego.

Jeśli myśleliście, że na wiosnę, cokolwiek będzie wam się chciało bardziej
- myliliście się.
φ. (11.03.07 :: 00:07)
Link Skomentuj (6)

Mirabelki

W całym mieście kwitną te drzewa, chyba to mirabelki, albo siakaś dzika jabłoń. Małe toto, i białe, z pięcioma płatkami i żółtym pyłkiem. Pachnie słodko-słono, trochę jak herbatniki. Wystarczy wychylić nos trochę poza centrum miasta - a już wszędzie ten zapach.

Toteż pozbyłam się martenicy, ku pewnemu zdumieniu przechodniów. Ale zwyczaj to zwyczaj, teraz bransoletka dynda i powiewa gdzieś na Czarnowiejskiej.

Naciągnąłem na drzazgi gontów
Błękitną płachtę nieba
Będę malował od nowa
Wioskę w dolinie


Nadal marznę.
φ. (31.03.07 :: 00:26)
Link Skomentuj (2)