Каникули

Wakacje mam, choć nie wszystkie zaliczenia odebrane. Więc się kulturalnie opieprzam. Zabieram się za czytanie zaległych książek, ale jak dotąd udało się tylko z Grą Endera. Słucham Queen, ot tak, skoro zalega na dysku. Planuję grilla, co na razie sprowadza się do przekładania jego terminu. Marudzę na bolący łeb.

Mam ochotę na gorącą czekoladę.

Na maki przy torach, nawiedzoną budkę dróżnika, huśtawkę w pokrzywach - ale tego w tym roku nie będzie.
Na góry, na bolące nogi, gubienie się i znajdywanie, spanie we wspólnym cieple. Sprawdzić, na ile poprawiła mi się kondycja. Więc będą Tatry.

I pograć na gitarze, pośpiewać - na to najbardziej. Szkoda, że nie umiem.


makowa dziewczyno w czerwonej sukience
ukołysz mnie proszę do snu

pachniesz i łąką
i opium
i deszczem
zatańczę ci kiedyś w podzięce

daj soku się napić, co sny lepkie niesie
a potem - noc cicha, jak zasiał...

obudzę się świtem skulona wśród rosy
ze zwiędłych maków naręczem

φ. (07.07.07 :: 00:28)
Link Skomentuj (0)

Wild cherries & blue swing.

Na przekładaniu daty zjazdu się nie skończyło, na całe szczęście.

Tradycyjne polskie grillowanie odbyło się w zacnym składzie i pięknych okolicznościach przyrody, choć bez ciepłej wody i z nieco pechowym pogodowo powrotem.

Zbierano dzikie wiśnie do naleśników, szukano przyjezdnych po nocy, palono ogień w lokomotywie vel gotyckim wózku dziecięcym, fotografowano, omawiano istotne i nieistotne. Popijano wino niekorzenne o smaku korzenno-słodkim.

Z błękitnej huśtawki odpadło nieco farby, nadłamała się jedna deska. Wiśni zostało jeszcze wiele, może wrócę za tydzień i zdążę zjeść je przed szpakami. Wróciliśmy w krakowski deszcz.

Spałam bardzo spokojnie.
φ. (12.07.07 :: 01:24)
Link Skomentuj (2)