Wild cherries & blue swing.

Na przekładaniu daty zjazdu się nie skończyło, na całe szczęście.

Tradycyjne polskie grillowanie odbyło się w zacnym składzie i pięknych okolicznościach przyrody, choć bez ciepłej wody i z nieco pechowym pogodowo powrotem.

Zbierano dzikie wiśnie do naleśników, szukano przyjezdnych po nocy, palono ogień w lokomotywie vel gotyckim wózku dziecięcym, fotografowano, omawiano istotne i nieistotne. Popijano wino niekorzenne o smaku korzenno-słodkim.

Z błękitnej huśtawki odpadło nieco farby, nadłamała się jedna deska. Wiśni zostało jeszcze wiele, może wrócę za tydzień i zdążę zjeść je przed szpakami. Wróciliśmy w krakowski deszcz.

Spałam bardzo spokojnie.
φ. (12.07.07 :: 01:24)
Link Skomentuj (2)